Przejście z nowoczesnego apartamentowca do starej kamienicy było powrotem do marzeń o skrzynkowych oknach i widoku na zieleń. Wyzwaniem było zmieszczenie potrzeb, które zazwyczaj wymagają dwa razy większego metrażu. To osobista przestrzeń dla mnie i moich najbliższych.
**Logistyka codzienności.**Na tej niewielkiej przestrzeni każdy centymetr musiał zapracować na nasz komfort:
Kuchnia dla smakoszy. Ponieważ oboje z mężem kochamy gotować, sercem domu jest duża, funkcjonalna kuchnia z płytą tepan do porannych pankejków i rozkładanym stołem Trebord, który po rozłożeniu gości wszystkich naszych przyjaciół.
Przechowywanie z duszą. Nasze szafy kryją nie tylko ubrania, ale i pasje - od siodła kawaleryjskiego i szabel męża, po moje stroje do zumby i pokaźną kolekcję książek.
Domowe kino. Choć nie mamy telewizora, wieczory zamieniamy w seanse filmowe dzięki 2,5-metrowemu ekranowi rzutnika.
Szklana rewolucja w łazience. Moim ulubionym punktem jest ściana z luksferów. Choć wykonawcy kręcili głowami, wiedziałam, że to klucz do doświetlenia małej łazienki. Dzięki nim, biorąc szybki prysznic po porannym bieganiu, widzę zieleń za oknem, a wieczorem łazienka zmienia się w nastrojowe SPA przy świetle świec.
Magia dziecięcego świata. Pokój dzieci to prawdziwa „wieża zamku” z antresolą, huśtawką do czytania i tapetą, z której po zmroku wychodzą leśne zwierzęta. To przestrzeń, która karmi wyobraźnię i rośnie razem z nimi.
Wygoda, której nie widać. Zadbałam o detale, które ułatwiają życie: od ogrzewania podłogowego w strefie komunikacji, po sprytny system segregacji prania tuż przy pralce.
To mieszkanie to dowód na to, że dobra architektura to nie metraż, ale precyzyjna odpowiedź na to, jak chcemy żyć.











