Są takie miejsca, które wyglądają jak wyjęte z kadrów filmowych. Dom w zielonej dzielnicy Hamstead Heath z klasyczną ceglaną elewacją, białą stolarką okienną i widokiem na „zaczarowany” ogród. Klasyczna londyńska sceneria. Moim zadaniem było dopełnienie tej doskonałej bazy i stworzenie przestrzeni dla dwójki małych domowników.
Wspólny rytm w niedużej przestrzeni.
Mieszkanie ma w sobie modernistyczny sznyt i piękny, głęboki odcień bordowego, który pojawia się w detalach. Chciałam, aby pokój dzieci był jasnym przedłużeniem tej estetyki, a nie osobną wyspą. Wyzwaniem był metraż - na niewielkiej powierzchni musieliśmy zmieścić dwa odrębne światy, które mogą rosnąć razem z dziećmi.
Szyte na miarę. Odpowiedzią na brak miejsca stały się autorskie zabudowy. Szafa wnękowa płynnie przechodzi w regały na rosnącą kolekcję książek, a biurko od ściany do ściany zapewnia każdemu z urwisów własne stanowisko pracy.
Ruch i zabawa. Na małej przestrzeni kluczowa jest możliwość „wyszalenia się”. Drabinki przy piętrowym łóżku to nie tylko droga do snu, ale domowy plac zabaw, który pozwala rozładować energię po powrocie ze szkoły.
Scenariusz świetlny. Zastosowałam kilka źródeł światła, by budować nastrój zależnie od pory dnia. Nad całością czuwa lekka lampa Dancing Pendant od Audo Copenhagen, a kinkiety przy łóżkach dają miękkie światło - idealne do wieczornego czytania i przytulania.
Dzięki precyzyjnemu wykorzystaniu każdego centymetra, ta mała przestrzeń stała się azylem, w którym każdy z braci ma swoje miejsce, a całość pozostaje spójna z duszą starego, londyńskiego domu.